Zadania tekstowe

Chodzenie do szkoły wiązało się w moim przypadku z wieloma pytaniami, na które nigdy nie udało mi się znaleźć odpowiedzi.

Dlaczego lekcje zaczynają się o 8:00, a nie o jakiejś cywilizowanej porze?

Dlaczego dzwonek dzwoni tak głośno?

Dlaczego na przerwie dzieciaki tak hałasują?

Kim był sadysta, który wymyślił Zajęcia Praktyczno-Technicze?

Dlaczego muszę rozwiązywać zadania tekstowe?

No właśnie! Przecież matematyka to liczby, a od tekstów jest język polski!

Z matematyki w szkole byłem dobry, chociaż nigdy mnie specjalnie nie pasjonowała. Abstrakcyjny świat liczb był jednak dla mnie całkowicie zrozumiały i dobrze się w nim czułem. Ale zadania tekstowe? To była zmora!

Zapewne tej wiekopomnej koncepcji przyświeca jakiś cel. Bo ja wiem? Zilustrowanie, w jaki sposób można zastosować umiejętności matematyczne do rozwiązywania codziennych problemów? Pokazanie, że matematyka to nie tylko teoria, ale można ją stosować również w normalnym życiu?

Taaa, normalnym życiu.

Niestety w moim mózgu elektrony zderzają się trochę inaczej. A po lekturze przeciętnego zadania tekstowego w ogóle odmawiały zderzania. Musiałem podejmować heroiczny wysiłek, aby dokonać rozbioru czytanego tekstu i zrozumieć, o co tu w ogóle chodzi. Było to tym trudniejsze, że nie mogłem zrozumieć przede wszystkim tego, PO CO ktoś komplikuje coś tak prostego, jak matematyka.

Dopiero na studiach dali mi spokój z zadaniami tekstowymi.

Niestety, nie na zawsze.

Oto do Etapu Zadań Tekstowych dorosło kolejne pokolenie. I – cóż za niespodzianka – demony powróciły! Staś takich zadań nie rozumie w ogóle. Jeżeli mu nie pomożemy, dokładnie wyjaśniając, o co chodzi – jest całkowicie bezradny. A ja się przekonałem, że sam nawet dziś mam z nimi problem.

„Stasiu, nie przejmuj się Kasią, Zosią, Marcinem i Zbysiem. Zapomnij, że Kasia miała różową bluzeczkę, a Marcin ma brudne czoło! To, że eklerki były z bitą śmietaną, a nie z kremem – też nie ma znaczenia! I w ogóle nie jest ważne, co do u diaska są eklerki! To jest matematyka, więc poszukamy tutaj liczb”.

Problem z zadaniami tekstowymi polega na tym, że mieszają się w nich dwie rzeczywistości: ścisły świat matematyki z humanistycznym światem opowiadań. I mój autystyczny umysł buntuje się na widok takiego połączenia. Tekst odwraca moja uwagę od konkretów. Znalezienie „matematycznego sensu” w czytanym opowiadaniu wymaga wielkiego wysiłku i dokładnej analizy.

Oddajcie mi moje liczby!