Pytanie, które zabija

Jest takie pytanie, którego bardzo nie chcę usłyszeć w sklepie lub innym miejscu publicznym.

Bardzo, bardzo nie chcę.

„W czym mogę panu pomóc”?

Specjalnie przychodzę do sklepu samoobsługowego. Specjalnie biorę koszyczek i idę między półki, aby tam, w spokoju i samotności obejrzeć dostępny towar i zastanowić się nad zakupem. Nie potrzebuję żadnej pomocy, ani w ogóle niczego. Gdybym potrzebował pomocy, to bym sam zapytał, tak? To znaczy oczywiście nie zapytałbym, bo ja nigdy nie potrzebuję pomocy. Więc skoro nigdy, to teraz tym bardziej, tak? Kumasz pan to, czy masz pan connection error ze zwojami?

Nie. Potrzebuję. Pomocy. Idź. Pan. Stąd. Nie. Rozmawiaj. Pan. Do. Mnie.

Uff, poszedł.

To takie przykre! Ten człowiek naprawdę chce pomóc. Chce być miły i uprzejmy dla swojego klienta. To przecież nie jego wina, że ja nie chcę jego pomocy. Nie, tak naprawdę to ja nie chcę, żeby w ogóle wchodził ze mną w jakąkolwiek interakcję. Mnie tu, praktycznie rzecz biorąc, właściwie nie ma.

Zasada jest prosta: jeżeli w jakimś sklepie standardem jest zadawanie takich pytań – ja tam nie chodzę. Jeżeli zostanę zaskoczony – dziękuję i uciekam (oczywiście tak, aby wyglądało to na dostojne oddalenie się).

No, chyba że sklep jest oswojony. Ale to zupełnie inna historia.