Kilka słów o dobrym wychowaniu

Często spotykam się z opinią, że wychowywanie dzieci z zespołem Aspergera jest bardzo trudne, gdyż specyfika autystyczna oznacza brak możliwości nauczenia się reguł współżycia społecznego, zasad właściwego zachowania, czy nawet wręcz kultury osobistej jako takiej. To mit. ZA nie jest upośledzeniem umysłowym, a więc nie zwalnia człowieka od odpowiedzialności za swoje postępowanie i nie może stanowić usprawiedliwienia dla wszelkiego rodzaju niedopuszczalnych i złych zachowań. Od aspergerowca można i należy wymagać respektowania ogólnie obowiązujących zasad i ram społecznych. Tyle tylko, że trzeba go tego we właściwy sposób nauczyć.

Jest rzeczą oczywistą, że dziecko autystyczne ma problemy z interakcjami społecznymi. Nie są one dla niego naturalne i intuicyjne, a więc musi się ich nauczyć rozumowo. Oznacza to, że dobre wychowanie aspergerowca jest jak najbardziej możliwe, choć oczywiście dużo trudniejsze, niż dziecka bez deficytów, wymagające umiejętnego postępowania, a nierzadko dużej pomysłowości i sprytu. Dużo dobrych efektów może przynieść metoda, którą pół żartem nazywam „Metodą Ustaleń, Uzasadnień i Transakcji”.

Większość poradników poświęconych wychowywaniu głosi między innymi zasadę, że dzieci nie wolno przekupywać. To oczywiście słuszna zasada, jeżeli jakaś książka lub ekspert głoszą coś przeciwnego, lepiej trzymać się od nich z daleka. Łatwo jednak przesadzić w drugą stronę, wyciągając z tego słusznego założenia zbyt daleko idące wnioski. Na przykład taki, że wszelkie dyskusje czy ustalenia z dzieckiem są niedobre. Są tacy rodzice, dla których cały proces wychowawczy staje się zerojedynkowy. Jedynką jest postawa polegająca na tym, że po prostu bezwarunkowo się zgadzamy, by dziecko coś robiło lub nie robiło. Zerem natomiast postawa przeciwna – nakazujemy lub zakazujemy, również bezwarunkowo, mocą autorytetu rodzicielskiego, ex cathedra, „bo-tak-i-już”, „nie-i-koniec”, „cicho-bądź-i-nie-dyskutuj”. Wydaje mi się, że taka postawa jest niewłaściwa nawet w przypadku dzieci nieautystycznych. W przypadku aspergerowców – jest ona natomiast bez najmniejszej wątpliwości zła.

Pozwalając na różne rzeczy, na które pozwolić nie wolno – nie uczymy dziecka właściwych granic. Nie chodzi zatem o to, by zakazów nie było. Muszą być, tak samo jak w dorosłym życiu (gdzie kierujemy się normami moralnymi, ale też przepisami prawa).  Ale dziecko jest osobą i człowiekiem, trzeba je traktować podmiotowo, dlatego wraz z rozwojem dziecka nie można ograniczać się tylko do żelaznej dyscypliny. Oczywistym jest, że np. dwulatka nie można traktować jak osoby dorosłej i negocjować z nią tego, by nie niszczyło zabawek. Zgodzimy się jednak łatwo, że jeżeli pozostaniemy na etapie zakazów, nakazów i kar w przypadku nastolatka, niewiele dobrego nas spotka. Proces wychowania musi ewoluować wraz z wiekiem dziecka. Już 5-6 latek powinien być traktowany podmiotowo na tyle, na ile to możliwe.

Agresja i bunt, tak często spotykane u ludzi z ZA, są najczęściej wynikiem nieradzenia sobie z otoczeniem, stresem, poczuciem wyobcowania, niezrozumiałymi ograniczeniami oraz nieumiejętnością dostosowywania się. Dziecku autystycznemu trzeba zapewnić bezpieczne środowisko, w którym będzie się dobrze czuło. Z jednej strony bez tego nie uda się w ogóle rozwiązać problemów z buntem i agresją. Z drugiej – bezpieczne środowisko stanowi pozytywny napęd do budowania pozytywnych postaw. Dlatego dziecko nie może znajdować się w sytuacji nieustannego ostrzału. Musimy więc również zaproponować coś pozytywnego.

W biznesie jest taka dobra praktyka, że zdrowe negocjacje powinny zawsze odbywać się zgodnie z zasadą „wygrana-wygrana” (ang. „win-win”). Chodzi o to, aby po zakończeniu pertraktacji lub po zawarciu transakcji obie strony były na niej wygrane. Innymi słowy należy szukać takich rozwiązań, które przynoszą korzyści obu stronom. Sytuacja, w której jeden kontrahent osiąga swój cel, podczas gdy drugi czuje się przegrany, nie jest zdrowa.

Analogiczna zasada powinna być bezwzględnie przestrzegana w postępowaniu z autystykiem. Jeżeli powstaje potrzeba wprowadzenia jakichkolwiek reguł, ograniczeń czy zakazów, róbmy to zawsze w atmosferze „win-win”, obustronnych korzyści. Łatwo powiedzieć – lecz jak to zrobić? Oczywiście każdy przypadek i każda sytuacja jest inna, ale można pokusić się o sformułowanie kilku ogólnych porad:

  1. Uzasadniamy! Dziecku należy się wyjaśnienie, dlaczego zmieniamy zasady albo wprowadzamy nowe. To jest warunek podmiotowego traktowania. Poza tym zrozumienie ułatwia, a czasem w ogóle umożliwia akceptację.
  2. Szukajmy pozytywnych aspektów wprowadzanej regulacji. Wyjaśniamy, dlaczego jest ona dobra i co dzięki niej zyskają wszyscy zaangażowani.
  3. Jeżeli nie jest łatwo wskazać takie korzyści, lub nie są one oczywiste i zrozumiałe dla dziecka, to szukamy pozytywów gdzie indziej. To proste: jeżeli czegoś zakazujesz – zaproponuj coś w zamian. Jeżeli coś nakazujesz – ustąp gdzie indziej (tam, gdzie ustąpić można). Jeżeli stawiasz ograniczenia lub zakazy – pokaż obszary, w których pozostawiasz dziecku wolność i decyzyjność.
  4. Wskazujmy nie tylko na korzyści osobiste. Ważne jest, aby już od najmłodszych lat uczyć empatii i wychodzenia poza obszar „ja” – pokazywać, że liczy się nie tylko moje dobro, ale też dobro i samopoczucie innych.
  5. Nie regulujmy wszystkiego. Zdrowy rozsądek jest tu bardzo ważny. Szczególnie ostre zasady (takie, jak zakazy) powinny być ograniczane wyłącznie do ważnych sytuacji, w których są one niezbędne.
  6. To, co można zaakceptować, akceptujmy. To oddzielny, obszerny temat, do którego wrócimy już wkrótce w naszej czytelni. Trzeba bowiem pamiętać, że pewne rzeczy pozostaną nieosiągalne dla autystyków (ewentualnie osiągalne w pewnym stopniu, ale gigantycznym kosztem). Dziecko nadwrażliwe na hałas nigdy nie przyzwyczai się do nadmiaru decybeli, a nadwrażliwe na dotyk – do szorstkich ubrań. Można oczywiście zmusić je do pójścia na klasową zabawę taneczną albo do ubrania „gryzącego swetra”, warto jednak zastanowić się, jakim kosztem to zostanie okupione i czy sprawa jest w ogóle tego warta. W takich przypadkach koszt zwykle jest z pewnością zbyt duży i całkowicie nieadekwatny do wagi problemu.
  7. Dopasowujmy działanie do wieku. W przypadku dzieci małych zadanie jest trudne, bo – jak już wspomniałem wyżej – ciężko o merytoryczną dyskusję z dwulatkiem. Ale w pewnym wieku dziecko rozumie już argument: jak byłeś mały, to mogłeś tak robić, bo małym dzieciom na to się pozwala. Ale teraz masz już 12 lat, jesteś nastolatkiem – i w tym wieku tak się zachowywać nie powinno.
  8. Sami zachowujmy się przyzwoicie, bądźmy dobrym wzorem dla dziecka. Wtedy możliwe jest wykorzystanie argumentu: „rodzice tego nie robią – ty też nie powinieneś”.
  9. Doceniamy! Zauważamy postępy w zdobywaniu kompetencji społecznych. Chwalimy za podejmowany wysiłek i próby, nawet jeżeli z początku nie są zbyt udane. Wyrażamy radość i dumę z każdego sukcesu na tej drodze.
  10. Konsekwencja! Tu nie ma co strzępić klawiatury, sprawa jest oczywista. Bycie konsekwentnym ma kluczowe znaczenie dla skutecznego wychowywania każdego dziecka. W przypadku dziecka autystycznego – ma znaczenie około trzynaście razy większe.

Jeżeli masz wątpliwości lub pytania, albo potrzebujesz porady – napisz do nas! Postaramy się podsunąć jakieś pomysły adekwatne do konkretnej sytuacji.